17 février 2020

Literackie mistrzostwo świata. Piotr C.

  .
.
.
.
.
.
" Dla kobiety kluczowym elementem układanki, zwanej związkiem, jest starcie,
zwane rozmową. Mężczyźni tego nienawidzą. Dlaczego nienawidzą? Bo mają
tylko jedną parę warg. Kobieta, rozmawiając, zawsze wybiera najgorszy
możliwy scenariusz. A następnie w tym najgorszym scenariuszu wybiera
najgorszą opcję. A później w tej najgorszej opcji wybiera co? No jasne.
Najgorszy scenariusz. Po prostu kobiety trybią ciągami.

Przykład.
– Nie przyniosłeś mi ze sklepu tego, co chciałam. Nie dbasz o mnie. Na żadnej
imprezie nie spędzasz ze mną czasu, tylko idziesz od razu gadać ze swoimi
znajomymi. Nie lubisz ze mną być. NIE KOCHASZ MNIE!!! DLACZEGO
MNIE NIE KOCHASZ, TY SKURWYSYNU???

A on, po prostu zapomniał kupić śledzi i stoi teraz jak człon w przedpokoju i
zastanawia się, o co jej chodzi.

„Dziś rano zorientowałem się, że jestem w trzecim dniu kłótni, o której nie
wiedziałem, że w niej uczestniczę.”

Facetom to przeszkadza, bo mężczyźni kłócą się faktami. Było tak, albo nie
było. Jest zero, albo jest jedynka. Dla kobiety, zaś, prawo to jest drugie lewo.
Kobiety kłócą się emocjami. Nie liczą się słowa. Liczy się mowa ich ciała. A
później, jeśli faktycznie przegięły, mówią: Przepraszam, wiesz, okres mi się
zbliża i jestem zdenerwowana. (Swoją drogą to tylko wymówka dla bycia suką).
Ale faceci tęsknią za takim immunitetem. Też chcieliby opierdolić laskę od stóp
do głów, a później na koniec rozłożyć ręce i powiedzieć: „Ale wiesz kochanie, to
hormony.”

I teraz dochodzimy do prostej konkluzji, która ci się nie spodoba.Pamiętasz jak
się zastanawiałaś dlaczego Przemek, Paweł i Józio, będąc inteligentnymi
mężczyznami, ożenili się z prostymi dzidami których „tęsknota za rozumem w
twarzy się maluje”? I co sprawia, że są z nimi tacy szczęśliwi? Odpowiedź
brzmi: bo te Grażyny są bezproblemowe. Podporządkowują się, nie kłapią
dziobem, a facet w ich związku ma zawsze ostatnie słowo. A jak ona coś chce to
prosi: zrób to dla misiu. I misio zrobi wszystko dla swojej żabci."
  .
.
.
   .
.
.
.
.
.
.
.
.